Aż wreszcie przed nami pojawia się to, na co wszyscy czekali. Dopływamy do pierwszej pochylni - Całuny. Mijamy sterczące z wody koło, statek powoli wjeżdża na coś w rodzaju zanurzonego w wodzie wózka. Silniki gasną i już po chwili pozornego bezruchu lina wciąga nas prawie 14 m pod górę po torach, po trawie. Jak to możliwe?

Gdy statek usadawia się już na konstrukcji obsługujący pochylnię pracownik spuszcza z wyższego zbiornika wodę, doprowadzoną specjalnym kanałem bocznym. Siła spadającej wody wprawia w ruch turbinę, a ta porusza koło obrotowe. Proste? Proste.

Pod powierzchnią wody kryją się kolejne tajemnice, choćby system szyn równoległych do poziomu wody, który zapobiega uszkodzeniu kadłuba statku przy zjeździe z wózka. I kto wpadł na tak genialne w swej prostocie rozwiązania?

 

Autor: Daria, blog: "Poboczem drogi. Podróże po Polsce"

Czytaj więcej na blogu: "Poboczem drogi. Podróże po Polsce"