Miały być rude, okazały się białe - Grześ + Rakoń. Szeroka droga wzdłuż potoku doprowadza nas po upływie 1,5h na Polanę Chochołowską i tam doświadczamy piękna jesiennej aury. Tatrzańskie grzbiety pławią się w słońcu, podczas gdy na polanie oszroniona trawa dygoce z zimna. Dzień budzi się do życia, a wokół panuje cisza i spokój. Chłodne górskie powietrze wypełnia nasze płuca, wiatr delikatnie muska twarze. Uwielbiam te momenty, kiedy góry mamy na wyłączność, kiedy czuję bezkres otaczającego nas piękna. Grześ, Rakoń i Wołowiec pokryte białym puchem pysznią się przed nami, za plecami wywyższa się samotny Kominiarski Wierch, a po prawej spogląda na nas Bobrowiec i Chochołowskie Mnichy. Bacówki na polanie niezmiennie strzegą szlaku, a my zmierzamy w kierunku schroniska na krótką przerwę śniadaniową. Jest niesamowicie.

Autor: Agata Nowicka, blog: "My Way To Heaven"

Czytaj więcej na blogu: "My Way To Heaven"